Morderstwo w słusznej sprawie

Do szpitalnego oddziału ratunkowego przyjeżdża karetka wioząca ofiarę wypadku, nieprzytomnego 37-latka, pana X. Wypadek był jednak tylko stukiem innej choroby. Potwierdziły to badania, dzięki którym lekarze mogli zdiagnozować u pacjenta zaawansowane stadium Glejaka wielopostaciowego. Jest to rodzaj nowotworu złośliwego mózgu, który uciskając (w tym przypadku) ośrodek wzroku, spowodował zaburzenie widzenia, co doprowadziło do wypadku. Co więcej X jest socjopatą, mającym na swoim koncie cztery zabójstwa. Niestety przez błąd organów ścigania, sędzia nie dopuścił zgromadzonych przez prokuratora dowodów, dzięki czemu X uniknął kary pozbawienia wolności.

Los bywa jednak przewrotny i w ostateczności X nie uniknie kary, wcześniej czy później umrze z powodu postępującej choroby. Problem w tym, że nie stanie się to od razu, a życie świadków zeznających przeciwko X jest cały czas zagrożone. Po ustabilizowaniu stanu zdrowia, X może bez przeszkód opuścić szpital i szukać zemsty. Wszystko w rękach lekarza, który w jednej z nich trzyma swoją karierę i życie seryjnego mordercy (który i tak umrze), a w drugiej kilka niewinnych osób, których X po wyjściu ze szpitala może życia pozbawić. Wystarczy jednak odrobina powietrza wprowadzona dożylnie. Spowoduje to zator, a w konsekwencji zatrzymanie krążenia i śmierć pacjenta. Wina spadnie na chorobę, a lekarz będzie kryty.

Abstrahując od wyznawanej religii czy obowiązującego prawa, czy w takiej sytuacji zabójstwo mordercy może być moralnie uzasadnione? Czy lekarz, na co dzień decydujący o życiu swoich pacjentów, może pragnąć śmierci jednego z nich, nawet jeśli ten jest psychopatą, który popełnił i zapewne pełni jeszcze wiele zbrodni? Przed lekarzem trudne wyzwanie, tym bardziej, że jest on ostatnią osobą, mogącą zapobiec kolejnym zbrodniom. Bez względu na to jaką podejmie decyzje, ktoś zginie. Czy w takiej sytuacji jakikolwiek wybór może być właściwy i racjonalny? I czy decydować o tym może lekarz, który przysięgał ratować ludzkie życie bez względu na to kim jest pacjent?

Kolejna sytuacja: pacjent Y w końcowym stadium nowotworu drobnokomórkowego płuc. Przez całe życie był przykładnym obywatelem, mężem i ojcem. Nie nadużywał alkoholu, nie palił papierosów, nie łamał prawa. Zostało mu kilka dni w okropnych męczarniach. Nie pomagają żadne leki przeciwbólowe, pomimo podania maksymalnych dawek. Pacjent błaga o pomoc. Niestety lekarz nie może nic zrobić. Wyższa dawka leków mogłaby bowiem go zabić. Lekarz spojrzał wymownie w kierunku szafki z lekami zwykle zamkniętej na klucz i wyszedł…

O wolności słów kilka

Wolność w aspekcie społecznym nie polega bynajmniej na robieniu tego, czego się chce. Wolność polega na świadomym wyborze konsekwencji i ograniczeń, które wynikają z podejmowanych przez nas decyzji. Na akceptacji skutków naszych działań, na podjęciu odpowiedzialności za swoje czyny. Nie ma wolności absolutnej. Wolność każdego z nas -cytując klasyka- kończy się tam, gdzie zaczyna wolność innego człowieka.

W aspekcie metafizycznym nie jest uprawnione mówienie o jakiejkolwiek „wolności” bądź „wolnej woli”. Każda żywa istota jest zdeterminowana wcześniejszymi uwarunkowaniami, w szczególności psychologiczno- fizjologicznymi. Dodatkowo, będąc ludźmi, jesteśmy zdeterminowani czynnikami prawnymi czy też moralnymi. Każdy nasz wybór, każda decyzja jest czymś uwarunkowana. Gdy spóźnisz się na autobus, a następny jest dopiero za godzinę, masz wybór: czekasz, albo idziesz do domu na piechotę. Ale to nie jest wolny wybór, jest on uwarunkowany tym, że spóźniłeś się na autobus.

„Wolność” to wymysł społeczny. Świat w żadnym razie nie jest „wolny”, jest całkowicie zdeterminowany. Wolność nie istnieje.